Między silną ekspresją a delikatnością [RELACJA]

Decyzję jury o zakwalifikowaniu do drugiego etapu konkursu wszystkich pianistów uczestniczących w jego pierwszym etapie można odczytywać jako znak, że w istocie ta impreza to nie muzyczne zapasy, a szansa na rozwój i zbudowanie kariery. 

    Sesję poranną 14 września zainaugurowała Ekaterina Richter z Rosji, wykonując trzy części z Triakontameronu Leopolda Godowskiego. Występ rozpoczęła ze spokojem i nieprzesadzoną ekspresją korespondującą z charakterem utworu. Jednak niedoskonałości rytmiczne i artykulacyjne w Toccacie, chorale i fudze Miłosza Magina całości nadały dość rozedrganego charakteru. Mocnym punktem programu były Mazurki op. 50 oraz Serenada Don Juana op. 34 nr 3 z cyklu Maski Karola Szymanowskiego. Kompozycje wykonała pewnie, wyraziście eksponując charakter Mazurków oraz świetlistą naturę Serenady. Tak skonstruowany program dawał fantastyczne możliwości do prezentacji wszelkich atutów wykonawczych, niemniej artystka nie wykorzystała tego w pełni. Momentami brakowało jej swobody i panowania nad instrumentem, a ostateczną kulminację w Chanson bohème Moritza Moszkowskiego zaczynała cechować gorączkowość. Występ Ekateriny Richter, choć muzykalny, w mojej pamięci utkwił jako rozmyty – pod względem artykulacji, ekspresji i kontroli nad fortepianem.

    Ivan Shemchuk z Ukrainy rozpoczął od nieskomplikowanego Walca nr 2 es-moll Stanisława Moniuszki. Wykonał tę miniaturę z wyczuciem, dbając o każdą frazę i od pierwszego dźwięku przykuwając uwagę. W Dwunastu etiudach op. 33 Karola Szymanowskiego odmienny charakter każdego z ogniw został odpowiednio uwypuklony, Shemchuk świetnie operował obecnymi w utworze warstwami, doskonale wyważał współbrzmienia, co zauważalne było m.in. w etiudzie VIII. Lento assai mesto (esspresivo). Warto podkreślić, że pianista spójnie poprowadził narrację również wewnątrz całego cyklu. W programie znalazła się też rzadko wykonywana, acz bardzo ciekawa Sonata c-moll op. 10 Henryka Pachulskiego. Utwór w charakterze romantyczny, a jego wykonanie po raz kolejny cechowała przejrzystość. Ukraiński pianista zamiast zakończyć prezentację popisową kulminacją – nieco na przekór –  zdecydował się wyciszyć występ wrażliwą interpretacją Chant de mai Mieczysława Karłowicza. Ivan Shemchuk zapadł w pamięć jako pianista niezwykle komunikatywny, jego interpretacje są czytelne, w dodatku pięknie operuje naturalnym rubato, a jego gra daje słuchaczowi poczucie komfortu. W moim odczuciu taki styl pomaga publiczności w pełniejszym zrozumieniu niesłyszanej wcześniej muzyki. 

    Pierwszym z występujących tego dnia Polaków był Michał Sikała. Zarówno Ave Maria op. 50 nr 1 z cyklu Italia Ludomira Różyckiego jak i Chant d'amour G-dur op. 10 Ignacego Jana Paderewskiego zaprezentował z niewymuszoną muzykalnością, a  Szeherezada op. 34 nr 1 z cyklu Maski Karola Szymanowskiego stała się najbardziej wyróżniającą się pozycją w programie. Zagrał ją z ogromną ekspresją, poszczególne motywy eksponując z  zaangażowaniem i wyrazistą artykulacją, a przy tym dbając o przemyślane budowanie narracji całości. Suitę jawajską Leopolda Godowskiego zinterpretował jakby nieśmiało, z wrażliwością ujawnioną w dwóch pierwszych utworach. Polak zaprezentował się jako artysta nienarzucający się, kulturalny, choć w Szeherezadzie rozbudził chęć do poznania ekspresyjnego oblicza swojej osobowości, czego później niestety nie ujawnił. Cóż, być może nastąpi to w finale...

    Michał Karol Szymanowski nie silił się na osiąganie granicy dynamicznej fortepianu, w czym odróżniał się od pozostałych uczestników. W pierwszej kolejności wykonał Polonaise triomphale As-dur op. 21 Józefa Wieniawskiego. Być może z uwagi na charakter dźwięku pianisty poszczególne figuracje momentami traciły selektywność, a na ich tle polonezowy rytm zachwiewał się. Różnica w podejściu do interpretacji wyraźnie widoczna była w Szeherezadzie Szymanowskiego, którą wcześniej wykonywał Sikała. Propozycja drugiego z Polaków była znacznie bardziej powściągliwa, zamiast poszerzać możliwości ekspresyjne muzyk zdecydował się na zniuansowaną interpretację. W Tryptyku polskim Miłosza Magina artysta stopniował napięcie z każdą kolejną częścią, ponownie skupiając się jednak na odcieniach, a nie na kontrastach. 

    Występ ostatniego z uczestników sesji porannej, Jakuba Cetnarowskiego, można określić jako wyrównany. Z jednej strony, to pianista muzykalny i ekspresyjny, o sporych możliwościach technicznych, prowadzący narrację muzyczną w sposób klarowny, co można było zaobserwować m.in. w Szeherezadzie Szymanowskiego. Z drugiej strony, chwilami brakowało odpowiedniego panowania nad wolumenem instrumentu w poszczególnych rejestrach, czy większej wrażliwości na zmiany harmoniczne, a w konsekwencji zróżnicowania ogniw cyklu Klavierstücke op. 27 Ignacego Friedmana. Cetnarowski zakończył z przytupem Krakowiakiem A-dur op. 14 nr 5 z Quatre novelettes Friedmana, podkreślając lekki i taneczny charakter kompozycji. Z pewnością jest to młody muzyk, którego rozwój warto będzie obserwować.


Autor: Radosław Wieczorek